Logarska dolina i deszczowe zakończenie

Po zakupach w piekarni oraz w markecie z nowym zapasem sił ruszyliśmy na ostatnią już część naszej wakacyjnej podróży. W planach była dwudniowa pętla na pograniczu słoweńsko – austriackim z trzema całkiem pokaźnymi przełęczami.

Na pierwszy ogień poszła Dolina Logarska, o której piszą prawie wszystkie przewodniki i foldery o Słowenii. Do wylotu doliny mieliśmy jakieś 18-20 km od miejsca noclegu. Myślałem, że będzie bardziej stromo, jednak miło się rozczarowałem. Gdy dotarliśmy do doliny, okazało się, że jest to druga biletowana droga, jaką napotkaliśmy na naszej trasie. Oczywiście opłaty nie dotyczyły rowerów ;). Pierwszą była droga pod Mangart.

DSC_5504

Logarska Dolina okazała się być sielskim miejscem dla początkujących rowerzystów, przynajmniej do połowy swojej długości. Szeroka, płaska, z ładnymi widoczkami na obie strony. Nawet udało się zrobić Ali małą sesję foto 😉 Szkoda tylko, że nieco się zaczęło chmurzyć i zabrakło błękitu nieba ponad górami…

DSC_5535

Po sesji z kolei Ala się nam zrewanżowała i przyłożyła wielki i ciężki aparat do oka i pstryknęła nam kilka fotek. No, efekt był niezły – wszystko co niezbędne, znalazło się na zdjęciu 😉

DSC_5553

Druga część doliny już nie była taka płaska, nachylenie powoli acz konsekwentnie zwiększało się. Niedaleko od końca drogi spotkaliśmy grupę Polaków na motocyklach, którzy objeżdżali Słowenię tak jak my. Powiedzieli nam, że dalej nie ma widokowych miejsc, a do końca drogi pozostało kilometr, dwa. Konfiguracja terenu zdawała się potwierdzać ich słowa, więc po krótkim odpoczynku zaczęliśmy wracać w dół.

DSC_5556

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na jedzonko na placu zabaw przy zajeździe. Nie zdążyliśmy uszykować kanapek, a tu nagle z nieba lunął deszcz. Schowaliśmy się czym prędzej pod duże zadaszone miejsce biesiadne i zaczęliśmy czekać na ciąg dalszy. Niestety z godziny na godzinę było coraz gorzej. W końcu, gdy minęła 18, a nam było coraz bardziej zimno, zdecydowaliśmy się założyć przeciwdeszczówki i rozpocząć zjazd szosą w kierunku samochodu. Wtem pod zajazd podjechał samochód po jednych z ostatnich osób kryjących się przed deszczem. A co mi szkodzi, podbiegłem i zapytałem, czy czasami nie będą jechali w kierunku miejscowości, gdzie stał nasz samochód. Okazało się, że tak. I sami zaproponowali podwózkę. Tym sposobem po półtorej godzinie już ładowałem mokre rowery do samochodu, ale nasze tyłki ocalały suche 🙂

Ściemniało się już, deszcz cały czas padał, więc zdecydowaliśmy się ostatni nocleg spędzić pod twardym dachem. Do wyboru mieliśmy tylko pensjonaty, całe szczęście, że nie było problemu z noclegiem na jedną noc. Pensjonat, który wybraliśmy, był bardzo przytulny i schludnie utrzymany, kolacja bardzo dobra i w ogóle super. I nawet cena jakoś nie zwalała z nóg, za osobę zapłaciliśmy niecałe 20 euro. Ze względu na taki obrót sprawy nie było szans dokończyć zaplanowanej pętli, więc postanowiliśmy skrócić wyjazd o jeden dzień i do domu wyruszyć już w piątek, a nie jak pierwotnie planowaliśmy, w sobotę.

Gdy przejeżdżaliśmy rankiem przez graniczną przełęcz, naszym oczom w prześwitach lasu ukazywały się takie widoki…

DSC_5576

3 Komentarzy

  1. SlaB sbrzezicki

    Na końcu logarskiej doliny jest piękny wodospad: Ricka (chyba najwyższy w Słowenii), ale trza trochę do niego podejść…

  2. tom zoo

    Oj, z Alą, to chyba tylko na barana 😉

  3. Pingback: Miasto smoków i powrót w góry - Podróże ku naturze

Dodaj komentarz