Pierwsze poty – przełęcz Bohinijska

Po odpoczynku w Skofja Loka obraliśmy kierunek na jezioro Bohinijskie wcinające się głęboko w Alpy Julijskie. Z mapy wynikało, że możemy tam dotrzeć dwiema drogami o różnym stopniu trudności. Po krótkiej naradzie z Monią oczywiście wybraliśmy bardziej ambitną wersję. Trzeba było wszakże się przygotować przed sztandarowymi przełęczami wyjazdu. Szosa do Żelezników wiodła wzdłuż rzeki – znowu mijaliśmy sielskie wioski – pelargonie w oknach, nieskazitelnie utrzymane trawniki i ogródki… aż nieprzyzwoicie 😉
W Żeleznikach zrobiłem zakupy w markecie, a w tym czasie Monia z Alą urzędowały na placu zabaw. Pierwsze zakupy w nowym kraju nie przyniosły wielu odkryć żywnościowych, albo może po prostu mało szukałem. Chleb – normalny, tyle że drogawy, jedyne co, to suszone i solone szynki (zwane prsut), podobne do tych w Czarnogórze. Do miejscowości Zali Log dojechaliśmy doliną rzeki, czyli znowu prawie po płaskim. Zali Log bardzo nam przypadł do gustu – maleńka wioska z wąziutkimi uliczkami i domami usytuowanymi wprost przy ulicy (brak jakichkolwiek chodników czy krawężników), że często dwa samochody osobowe nie mogły się wyminąć.

DSC_4985

Po nabraniu wody ruszyliśmy dalej. No i po kilku kilometrach dojechaliśmy…

DSC_4989

Już od samego początku podjazd nas postraszył tablicą oznaczoną stromym podjazdem przez 3 kilometry – nachylenie 16%. Kurcze, podjazdu o takim nachyleniu to ja chyba nawet bez przyczepki nie pokonywałem… Nie było co deliberować – ruszyliśmy do walki z tymi procentami! Początkowo było spoko, dopiero po przejechaniu kilkuset metrów zaczęło się…

DSC_4990

Serpentyny ostro wspinały się po stoku a my pomiędzy częstymi odpoczynkami wciskaliśmy nasze sandały z całej siły w pedały. Wszakże był to ciągle nasz pierwszy dzień i nie byliśmy jeszcze tak „wdrożeni”. Ale metr po metrze wjeżdżaliśmy coraz wyżej. Podczas któregoś z odpoczynków pojawił się na podjeździe mężczyzna, który po prostu wprowadzał rower pod górę. Gdy ruszyliśmy niedługo po nim, okazało się, że wcale nie jesteśmy od niego szybsi. A nawet czasami wolniejsi!
Po tej trzykilometrowej zaprawie przyszedł czas na małe odsapnięcie. Droga się wypłaszczyła a naszym oczom ukazał się taki widok…

DSC_4991-DSC_4996_cr

To były Spodnja i Zgornja Sorica. Pięknie, tylko gdyby jeszcze słońce tak nie grzało? Ale na to nie było rady. Upał i podjazd trochę mnie zaczęły męczyć, więc urządziliśmy krótki popas. Po dojechaniu do skraju wsi troszeczkę odetchnęliśmy od gorąca – wjechaliśmy w las. Nie było to jednak zbyt wielkie pocieszenie, gdyż znowu zaczął się ostry podjazd. Na kilka kilometrów przed przełęczą dopadł mnie kryzys. Pewnie trochę z głodu, ale przede wszystkim wyszedł brak rozjeżdżenia przed wyjazdem. Wciąłem kawał czekolady, kilka sezamków i po tej porcji kalorii dało się jechać dalej.

DSC_4997

I w końcu stało się – dojechaliśmy na przełęcz. Tam kilka wyciągów narciarskich, kilka budynków, w tym jedno schronisko. Robiło się już dosyć późno, więc postanowiliśmy, że w trakcie zjeżdżania z przełęczy poszukamy dogodnego miejsca na biwak. Dogodnego to znaczy z dala od ludzkich oczu i wyposażonego w dostęp do wody. Zanim się zaczęliśmy rozpędzać kątem oka ujrzeliśmy z boku namiot i dwa rowery oparte o drzewo na polanie. A przy nich dwójkę machających do nas ludzi. Okazało się, że można tu było rozbić namiot, dodatkowo pitna woda była dostępna przy schronisku z małego ujęcia. Zapytaliśmy, czy nie będą mieli nic przeciwko temu, abyśmy się do nich przyłączyli na noc. Oczywiście zgodzili się. Ludzie, którzy się tutaj rozbili na noc, okazali się być parą szwajcarskich podróżników, którzy wyruszyli w drogę 2 miesiące temu i zamierzali kontynuować podróż jeszcze przez 2 lata! Leoni i Jean-Daniel sprzedali mieszkanie, porzucili pracę i po wbiciu do paszportu zamiast adresu zamieszkania statusu „globetrotter” ruszyli w świat. No i tego wieczora ich spotkaliśmy.

DSC_4999

Oczywiście podczas kolacji zaczęły się sypać jak z rękawa opowieści z różnych wyjazdów rowerowych i nie tylko. My byliśmy w lepszej sytuacji, ponieważ nasi nowi znajomi oprócz tego dwumiesięcznego jak do tej pory wyjazdu wcześniej nigdzie nie jeździli na wyjazdy rowerowe.

Czytaj dalej…

1 Komentarz

  1. Pingback: Start spod Lubljany - Podróże ku naturze

Dodaj komentarz