Pszczewski Park Krajobrazowy – dzień 1/2

Szczątki wspomnień moich (Tomka) i Leszka – Pszczewski Park Krajobrazowy na rowerach.

Trasa: Wronki – Stare Miasto – Pierwoszewo – Wartosław – Lubowo – Huby Lubowskie – Karolewo – (szlak zielony) – Pakawie – (szlak żółty) – Mylin – Śródka – Chrzypsko Wielkie – Łężeczki – Łężce – Lutomek – (szlak czarny) – Rez. Buki nad J. Lutomskim – (szlak czerwony) – Upartowo – Kurnatowice – Prusim – Kamionna – (szlak czerwony) – Mnichy – Lewice – Piotry – Silna – Pszczew

ok. 75 km

T: Oj dawno to było. Na rajd chętnych zgłosiło się niewielu. A raczej tylko nas trzech. Lechu (Komandor Rajdu), Piotr F. (jeden ze sprawdzonych współtowarzyszy wyprawowych) no i ja (Koordynator ds. trajektorii przejazdu). Resztę potencjalnych śmiałków zagłębienia się w sierakowskie jeziora i międzyrzeckie podziemia skutecznie odstraszyły prognozy pogody. Były kiepskie. Ale pogoda sprawiła nam bardzo miłą niespodziankę i się nie sprawdziła;) Momentami żałowałem, że nie wziąłem krótkich spodenek.

L: Wyjazd nastąpił w sobotni poranek 25 września roku 2004. Na stacji Poznań Główny spotkaliśmy się: Tomek Tomzoo, Piotr i ja Leszko Rowereszko. W tak zwartej i zgranej grupie wsiedliśmy w jednostkę szynową osobowo-rowerową w kierunku Wronek,a tam już na miejscu po zaprowiantowaniu się wyruszyliśmy do Pszczewa. Pogodę mieliśmy wręcz idealną mimo nieprzychylnych prognoz, nie było deszczu i bez tego typu przeszkód żwawo przemieszczaliśmy się do naszych z góry zaplanowanych celów. Jak wcześniej wspomniałem grupę stanowiliśmy zwartą i zgraną. Dotyczyło to wielu aspektów poczynając od stosunku do szybkości pedałowania jak i do pryncypiów idei turystyki rowerowej jako takiej.

T: Do rzeczy. Wysiedliśmy z pociągu we Wronkach i zgodnie z nurtem Warty zapuściliśmy się w boczne dróżki i szlaki. Z początku troszkę nas deszczyk pokropił, ale nie długo i nie upierdliwie. W Wartosławiu usłyszałem najczystszą śpiewaną mowę (a raczej nawoływanie) rodem z serca Wielkopolski. Coś niesamowitego, to brzmiało jakby dwie dziewczyny rozwieszające pranie zawodziły na głos. A one sobie tylko opowiadały historie z życia wzięte. Byłem pod wrażeniem. Ale dobra, trzeba było złapać za mapnik i dalej w drogę. Nasz cel – Pszczew – oddalony był o ok. 70 km. Omijając większość dróg asfaltowych i korzystając z dobrodziejstw szlaków pieszych dotarliśmy do Chrzypska Wielkiego. Okolice roztaczały przed nami piękne widoki. Za Chrzypskiem w miejscowości Łężeczki zobaczyłem jeden z najbardziej malowniczych widoków w całym rejonie chyba. Z punktu widokowego położonego na wysokim wzgórzu można było zobaczyć prawdziwie „pocztówkowy” jezierny krajobraz. A cały nastrój chwili skutecznie rozbijał tajemniczy pomnik „grzyba” stojący przy parkingu. Napis na nim brzmiał – pierwszy pomnik wzniesiony w nowym tysiącleciu. Ponoć zafundował go jakiś ważny urzędnik PTTK aby zaistnieć medialnie. – chyba. 😉

Pszczewski Park Krajobrazowy - pomnik w ŁężeczkachJak tylko nacieszyliśmy oczy pięknymi widokami pomknęliśmy dalej. Lechu dowodzący, ja prowadzący i Piotr tempo nadający 😉

Piękne okolice Jeziora Lutomskiego zostawiliśmy na następny raz, jednakże serpentynki nieopodal były rewelacyjne. Szczególnie, że droga była gruntowa i prowadziła przez stary bukowy las objęty ochroną rezerwatową. Szkoda było zostawiać te miejsca nietknięte kołami naszych rowerów, jednkaże był to rajd iście leserski i nie chciało się nam nadkładać drogi. Następnym razem… będzie co oglądać.

Pszczewski Park Krajobrazowy - gdzieś w drodze Pszczewski Park Krajobrazowy - droga nad jez. Lutomskim

W Kurnatowicach uzmysłowiliśmy sobie od czego pochodzi nazwa wioski. Na jednym z domostw wymalowany był wielki na całą ścianę herb miejscowości. Wielki kogut! Kurników już nam się nie chciało szukać.

Pszczewski Park Krajobrazowy - "herb" Kurnatowic

W Prusimiu wskoczyliśmy na szlak rowerowy, bodajże żółtego koloru. Droga była fajna, nawet nie bardzo piaszczysta. Zbliżała się pora popasu, w Kamionnej znaleźliśmy knajpkę, gdzie hitem była golonka! Wszyscy ludzie tutaj wstępujący zajadali się tym specjałem, więc ja i Piotr także skosztowaliśmy. Lechu się wyłamał i zamówił gołąbki. Nikt nie żałował swojej decyzji (przynajmniej nikt się nie skarżył;).

Pszczewski Park Krajobrazowy - Kamionna

No to dotarliśmy do sedna naszej wycieczki – Pszczewskiego Parku Krajobrazowego. Czerwony szlak wzdłuż rzeczki Kamionki był super, co prawda przez prawie cały czas nie widziałem znaków, ale wyjechaliśmy zgodnie z mapą.

Pszczewski Park Krajobrazowy - okolice Mnichów Pszczewski Park Krajobrazowy - okolice Mnichów

Po drodze zaliczyliśmy piękny rezerwat przyrody, nieoznaczony nigdzie na mapie. Chronił on wspaniały dębowy starodrzew, gzie znalazłoby się wiele drzew pomnikowych. I jeszcze ten zapach wczesnej jesieni… słoneczko wyglądające przez chmury… to było to. Rankiem myślałem, czy nie założyć jeszcze jednej koszulki, żeby się nie wychłodzić, a teraz… ubolewałem nad tym, że nie wziąłem ze sobą krótkich spodenek.Pszczewski Park Krajobrazowy - okolice Pszczewa

W Mnichach zgubiliśmy ostatecznie szlak czerwony, więc jako że już popołudnie było zaawansowane, skierowałem naszą ekipę na zachód… ku naszemu noclegowi. Im słońce było bliżej horyzontu, tym szybciej trzeba było się dozbrajać w dodatkowe ciuszki. Ale się szybko zimno zrobiło. W Lewicach zrobiliśmy sobie jeszcze jeden popas nieopodal zanikającej w krajobrazie polno łąkowym stacyjki kolejowej, powylegiwaliśmy się na trawce i pogadaliśmy o życiu, śmierci i aparatach fotograficznych.

Pszczewski Park Krajobrazowy - odpoczynek na łące

L: Pora roku był już post letnia i dzięki temu po drodze mieliśmy okazję zobaczyć jak się ma piękna Złota Polska Jesień. W tempie jak najbardziej prawidłowym wieczorową porą dotarliśmy do naszego miejsca noclegu. A był nim – Ośrodek Edukacji Przyrodniczej w Pszczewie, który okazał się bardzo miłym przybytkiem i dla nas przyzwyczajonych do warunków różnych był całkiem komfortowy.

Pszczewski Park Krajobrazowy - Ośrodek Edukacji Przyrodniczej w Pszczewie Pszczewski Park Krajobrazowy - Ośrodek Edukacji Przyrodniczej w Pszczewie

Zakończenie pełnego wrażeń dnia zwieńczyliśmy markowym bułgarskim wytrawnym winem Sophia, (T: kontynuowaliśmy nasze rozmowy o aparatach fotograficznych) i tak już nie rowerowo odjechaliśmy w otchłań głębokiego snu by rankiem pożegnać Pszczewski Park Krajobrazowy i wyruszyć w kierunku tajemniczego MRU (Międzychodzki Rejon Umocnień).

Dzień 2

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.