Start spod Lubljany

Samochód porzuciliśmy na przyblokowym parkingu w małej miejscowości nieopodal Lubljany. Bezimienny parking, bezimienny samochód. No może trochę rejestracja go wyróżniała. Wypakowaliśmy rowery, zapakowaliśmy bagaże i w drogę. I tak się zaczęła nasza przygoda ze Słowenią.

O, nie. Przygoda zaczęła się poprzedniego wieczora, gdy skontaktowałem się z człowiekiem z warmshowers.org i okazało się, że nie może nas przenocować. Już po ciemku przejechaliśmy przez granicę austriacko – słoweńską (przełęcz na wysokości ponad 1300 m n.p.m.) i zjeżdżając w dół już w Słowenii zacząłem się rozglądać za noclegiem. Z samochodu po ciemku dość ciężko szuka się noclegu. Po dwóch nieudanych próbach znalezienia kwatery nagle zobaczyłem idącą w bok szutrową dróżkę zaraz przy potoku. Nie zastanawiając się skręciłem. Po ok. 200 m dróżka rozgałęziała się, wybrałem najmniej uczęszczaną odnogę. I po kolejnych kilkudziesięciu metrach dojechaliśmy do samego skraju potoku a droga kończyła się ślepo. Rewelacja! Namiot powstał w kilkanaście minut, a po kolejnym kwadransie my w nim. I tak nam się trafił jeden z lepszych noclegów na słoweńskiej ziemi. Tyle dygresji.

DSC_4962

Pierwsze kilometry upłynęły nam w malowniczym pagórkowatym krajobrazie, mijaliśmy bardzo schludne wioski, a po drodze co i rusz rozsiane były krzyże chrystusowe – bardzo charakterystyczny element tamtejszego krajobrazu.

DSC_4968

Tak sielankowo sobie jechaliśmy, a przed nami majaczyły majestatyczne Alpy Julijskie i Karnickie. Po kilkunastu kilometrach dotarliśmy do jednego z najstarszych miast Słowenii – Skofja Loka (Biskupia Łąka). Tam odpoczęliśmy na długiej starówce, może nieco zaniedbanej, ale bardzo urokliwej. Odwiedziliśmy zamek (podjechać można dróżką zaczynającą się na południe od starówki). Ale nic ciekawego – polecam jedynie koneserom nieciekawych zamków 😉

DSC_4972 DSC_4974 DSC_4982

Czytaj dalej…

Dodaj komentarz