Z Rovinj do Puli

Od rana, zaraz po wyruszeniu w drogę, musimy podjąć decyzję co do trasy. Albo jechać w pewnym oddaleniu od morza główną, ruchliwą drogą w kierunku Puli, albo kilkanaście kilometrów szutrówkami wzdłuż wybrzeża, aby dotrzeć do lokalnego asfaltu, którym dalej bez problemu będziemy mogli zmierzać w kierunku Puli. Jednym z dodatkowych argumentów przekonujących do jazdy szutrówkami jest możliwość odwiedzenia znajdującego się blisko morza rezerwatu ornitologicznego, gdzie prawdopodobnie można oglądać ptaki. Wybieramy szuter.

Czasami na postój nie ma zbyt wiele przestrzeni...

Okazuje się, że nie jest taki zły – tymi drogami jeżdżą samochody i raczej nie są to terenówki. Dajemy się przez chwilę poprowadzić znakowanemu szlakowi rowerowemu, których na Istrii jest bardzo dużo. Droga nas wiedzie w kierunku morza i trafiamy na bardzo malowniczą kamienistą plażę. Oczywiście zarządzamy tam odpoczynek i popas.

Sami na plaży w Chorwacji - spełnienie marzeń niejednego wczasowicza!

Całkiem tu malowniczo

Ile można czekać na obiad! Mniam mniam, słone kamyczki :)

Szóstego już chyba nie dam rady...

Po posiłku przychodzi czas na zabawy i sjestę. Tak tu miło, że nie chce się dalej jechać. Więc – nie jedziemy. Dziewczyny sobie dokazują, tata fotografuje, a mama zbiera promienie słońca 🙂 Pogoda jest rewelacyjna – słoneczko grzeje, wiatr nie chłodzi, morze prawie się nie kołysze… sielanka…

Słodka sielanka Siostrzane przymierze  Plażujemy!

 Puuuustooo... :)Kiedyś jednak trzeba ruszyć w dalszą drogę. Tym bardziej, że nieopodal czeka nas kolejna atrakcja. Rezerwat ornitologiczny, który okazuje się być nieźle przygotowany na przyjęcie turystów. Przy wejściu do rezerwatu domek, gdzie znajduje się kasa, ale można tam też odpocząć. Dalej bardzo przyjemna dróżka i… zakaz wjazdu wszelkich pojazdów. Na szczęście jesteśmy jedynymi przedstawicielami gatunku w promieniu kilku kilometrów, więc podnosimy szlaban i cichutko podążamy dalej dróżką. Zresztą nie mamy wyboru, to praktycznie jedyna droga, którą możemy się przedostać dalej.
Sam rezerwat to okrągłe jeziorko z trzcinowiskami, jakich  Polsce wiele. Ale właśnie tutaj liczy się lokalizacja – gdyż takich jeziorek w bliższej lub dalszej okolicy raczej się nie użyczy. A to dodatkowa zachęta dla ptaków!

Czatownia nad jeziorkiemSzczudłakPrzejeżdżamy przez rezerwat i trafiamy na wąskie ścieżki piesze biegnące w kierunku morza. Momentami jest ciasno i kamienisto, ale dajemy radę. Docieramy do kolejnej plaży, ta jest otoczona kempingami. Ale mam odczucie, że tutaj jakby trochę przyjemniej niż na wcześniej mijanych molochach kempingowych. Już wiem o co chodzi – cały kompleks jest otoczony lasami. Nie ma tu żadnych wiosek, miasteczek – wszystko położone głęboko w lesie, nad morzem.

Akcja plażaPrzeciąganie roweru lepiej idzie po takich kamykach niż po kopnym piasku nadbałtyckich plaż ;)Po wyjechaniu z rejonu kempingowego znów zagłębiamy się szutrami w tereny porośnięte wątłymi lasami i makią. To zdecydowanie nasz najbardziej szutrowy dzień.

Po macadamieCzasami trzęsieUrokiem tras szutrowych jest (przynajmniej o tej porze roku) praktycznie zerowy ruch samochodów. W ciągu całego dnia jadąc szutrówkami mijają nas może dwa, góra 3 samochody. Gdyby nie okresowe kamienie wystające z drogi i dziury, istryjskie szutrówki byłyby idealne do podróżowania rowerami z malutkim dzieckiem w przyczepce.

Po całym dniu jazdy docieramy do miejscowości o ciekawej nazwie Barbariga. W marcu ta miejscowość wypoczynkowa sprawia wrażenie zupełnie wymarłej. Przejeżdżamy przez całe miasteczko nie widząc ani jednego człowieka, ani jednego jadącego lub zaparkowanego samochodu… Wszystko pozamykane i czeka na ciepełko, które tu za miesiąc lub dwa dotrze. No właśnie, po dojechaniu do tej miejscowości nagle uświadamiam sobie, że chyba robi mi się zimno. Fakt, większość dnia jadę w krótkim rękawie i krótkich spodenkach, a tu na termometrze już tylko 11 stopni. Czuć zbliżający się koniec dnia. Przepraszamy się z cieplejszymi wdziankami i opuszczamy opustoszałe miasteczko. Kilka kilometrów za Barbarigą dojeżdżamy do dużego kompleksu działek rekreacyjnych położonych nad samym morzem. To oznacza szansę na bardzo dobrą miejscówkę! Pomiędzy działkami wyszukujemy „ziemię niczyją” – i tam w odległości kilku metrów od skalistego brzegu o samym zachodzie słońca rozbijamy namiot.

Na najbardziej romantycznym z biwakówMimo bliskości morza nie zanosi się na ciepły nocleg. Po zachodzie słońca temperatura szybko podąża w kierunku zera. Gotuję więc odpowiednią ilość herbaty do termosu na pobudkę i po obfitej ciepłej kolacji zaszywamy się w śpiworach.

 Biwak na skraju morzaWczesnym porankiem chmury przez chwilę blokują dopływ promieni słonecznych i ciepełka, ale nie trwa to długo. Już koło 8 rano zaczyna się robić całkiem przyjemnie. Śniadanie oczywiście zjadamy przed namiotem, a chwilę później dziewczyny wybierają się na spacer w poszukiwaniu muszelek i innych morskich skarbów.

Poranny spacer brzegiem morzaDzięki nocnikowi w 100% omijają nas wszystkie przykre pieluchowe niespodzianki. :)

Podczas zwijania obozu dziewczyny dokazują w trawie.Ruszając w trasę sprawdzam na mapie – do Puli już niedaleko, dzisiaj na pewno dotrzemy. Dzięki wczorajszemu przeskoczeniu szutrami do Barbarigi omijamy główną szosę i mijając malownicze kamienne miasteczka bocznymi asfaltami podążamy na południe.

Charakterystyczne kamienne murki można spotkać praktycznie w każdej części IstriiPodobnie stare kamienne domyPo drodze odwiedzamy Fažanę, znaną miejscowość wypoczynkową i lokalny port, z którego najłatwiej można dostać się na niedalekie wyspy Brijuni. W miasteczku spędzamy kilka chwil oglądając miejscową architekturę i przyjemne nabrzeże.

Zabytki FažanyNabrzeże w Fažanie, w oddali majaczą wyspy BrijuniZ Fažany mamy już tylko rzut beretem do Puli. Jest to jednak największe miasto półwyspu, więc aby nie wpakować się w największe wylotówki z miasta, korzystamy z nawigacji i uciekamy na boczne drogi, które bezbłędnie dojeżdżamy do portu i centrum Puli. Miasto to zawsze kojarzyło mi się z rzymskimi budowlami, ale niestety nie mam bladego pojęcia, co można tutaj konkretnie zobaczyć. Jednak zbliżając się do centrum problem sam się rozwiązuje. Na pierwszym planie rośną przed nami okazałe ruiny amfiteatru, wiernej (ale mniejszej) kopii rzymskiego koloseum. Zostawiamy rowery przy kasie biletowej i niespiesznie obchodzimy całą budowlę.

W pulijskim amfiteatrzeForum, główny plac PuliZabytki PuliKolejny punkt programu – w centrum odnajdujemy punkt informacji turystycznej i już jesteśmy zaopatrzeni w plan miasta z zaznaczonymi głównymi atrakcjami i zabytkami miasta. A więc do dzieła! Jeszcze tylko dzięki darmowemu wi-fi przy informacji sprawdzam prognozy na najbliższe dni… i uśmiech znika mi z twarzy. Patrzę na bezchmurne niebo i nie do końca chcę uwierzyć to co widzę na ekranie telefonu. Od jutra przez trzy dni – załamanie pogody, ulewne deszcze, porywisty wiatr, wszystko co najgorsze dla rowerzysty… Dla pewności sprawdzam jeszcze kilka innych serwisów pogodowych i już nie mam złudzeń. Powrót na rowerach do Pazina, w którym zostawiliśmy samochód, w taką pogodę nie wchodzi w grę. Więc aby do końca wykorzystać dobrą pogodę, do wieczora objeżdżamy najciekawsze miejsca w Puli.

Łuk Sergiusza w PuliA wieczorem, zamiast szukać miejsca pod namiot, podjeżdżamy pod zamkniętą już informację turystyczną i przeszukujemy w internecie oferty noclegowe w pobliżu dworca autobusowego. W związku z prognozowanym załamaniem pogody postanawiam podjechać jutro rano do Pazina autobusem i przyjechać samochodem do Puli. W tym czasie dziewczyny poczekają na mnie w miejscu noclegu. Zaopatrzeni w listę kilku hosteli w okolicy ruszamy na nocny rajd po mieście. Okazuje się jednak, że spośród wszystkich znalezionych ofert – czynny jest tylko jeden hostel – Pipistrelo, tuż przy głównym placu – Forum. W hostelu pustki, więc bez żadnych negocjacji dostajemy 3 osobowy pokój w cenie 2 osobowego. Rowery i przyczepka wędrują do pralni, a my na zasłużoną kolację i kąpiel.

Nazajutrz wczesnym rankiem w drodze na dworzec autobusowym dopadają mnie pierwsze krople deszczu…

 

 

3 Komentarzy

  1. Pingback: Z Novigradu wybrzeżem na południe - Podróże ku naturze

  2. Fromviewof. com

    Najpiękniejsza i najbardziej ciekawa relacja jaką przeczytałam w ostatnich miesiącach 🙂 Ile kilometrów robiliście w ciągu dnia? Byłam kiedyś w Rovinj, miło wrócić do wspomnień 🙂 Biorę się za czytanie dalszych Waszych relacji 🙂

    1. tomzoo (Post autora)

      Dziękujemy pięknie! Cieszymy się bardzo, że relacja się podobała 🙂 Na tym wyjeździe dzienne przebiegi były malutkie. Od kilkunastu do trzydziestu kilku kilometrów. Zresztą teraz już prawie 😉 nie patrzymy ile przejedziemy kilometrów, bardziej liczymy czas spędzony razem, którego w codziennym życiu często brakuje 🙂

Dodaj komentarz